O autorze
dr Adam B. Czyżewski jest Głównym Ekonomista w PKN ORLEN S.A. od listopada 2007 roku. Zajmuje się perspektywami gospodarki globalnej oraz globalnego sektora energii. Wcześniej kierował badaniami makroekonomicznymi i prognozowaniem inflacji w Narodowym Banku Polskim (2001-2007), był makroekonomistą w Banku Światowym (1995-2000) oraz pracownikiem naukowym Uniwersytetu Łódzkiego i Polskiej Akademii Nauk. Jest współzałożycielem Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych NOBE. Studiował ekonometrię na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Uniwersytecie Stanforda. Jego wiedza ekspercka obejmuje między innymi: ekonomię sektora energii oraz gospodarki niskoemisyjnej, makroekonomię, politykę pieniężną, modelowanie ekonometrycznie, rachunki symulacyjne i prognozowanie, oraz rachunkowość społeczną na szczeblu gospodarki i regionów. Jest autorem i współautorem 6 książek oraz ponad 50 publikacji naukowych. Doświadczenie w zakresie transformacji ustrojowej zdobywał w praktyce, jako doradca Pełnomocnika Rządu ds. Integracji Europejskiej i Pomocy Zagranicznej, doradca Prezesa GUS i doradca Prezesa NBP. Reprezentował NBP w Komitecie Polityki Pieniężnej Europejskiego Systemu Banków Centralnych, był założycielem Komitetu Irvinga Fishera Statystyków Banków Centralnych i członkiem pierwszego Zarządu tego Komitetu. Jest członkiem TEP i honorowym członkiem Rady Biznesu Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego.

Przedsiębiorcze państwo, innowacyjna gospodarka

W Unii Europejskiej ruszyła debata, jak pobudzić gospodarkę Wspólnot. Równolegle trwają przygotowania do negocjacji na temat kształtu polityki energetycznej i klimatycznej. W obu przypadkach chodzi o to, jak skłonić biznes do inwestowania.

Ponieważ biznes ociąga się z inwestowaniem, Komisja Europejska stara się te inwestycje wymusić. W pierwszym przypadku metodą marchewki, wykładając publiczne pieniądze na inwestycje, w drugim zaś metodą kija, poprzez podniesienie wartości celów polityki klimatycznej. Proponowane przez KE działania w obu przypadkach dotyczą słusznych celów. Ponieważ czas nagli a biznes się waha, KE uznała, że musi wziąć sprawy w swoje ręce. Zwłaszcza, że w grę wchodzą kwestie bezpieczeństwa, o które troska jest niewątpliwie domeną instytucji państwa, jaką na szczeblu Unii jest KE.



Od czasu wielkiego kryzysu w 2008 roku, którego skutki nadal ciążą nad europejską gospodarką, rola państwa wzrosła tak bardzo, że trudno dojrzeć tendencję do budowy gospodarek na fundamentach związanych z przewagą rynku nad rządem. Tendencja ta dominowała w normalnych czasach, stabilności i pokoju, gdy na pierwszy plan wysuwała się gospodarka i dobrobyt, a nie kwestie bezpieczeństwa. Ponieważ integracja gospodarcza i liberalizacja przepływów towarów i kapitału, usług oraz osób powiązała gospodarki między sobą, współczesne kryzysy stają się globalne, niezależnie od miejsca, w których się rozpoczną. Podobnie, współczesne konflikty angażują coraz więcej krajów i organizacje międzynarodowe, burząc poczucie bezpieczeństwa. Na tym tle państwo, jako gwarant bezpieczeństwa, ponownie zyskuje na znaczeniu, nie tylko w tej sferze ale i w sferze gospodarki.

Kopalnią wiedzy o roli państwa i rynku w gospodarce oraz skarbnicą merytorycznych argumentów, które powinny się znaleźć w każdej debacie na ten temat jest książka Daniela Yergina „Wielkie Bitwy o Światową Gospodarkę”. Książka ukazała się niedawno w polskim tłumaczeniu a jej wydaniu patronował PKN ORLEN. „The Commanding Heights”, bo tak brzmi jej oryginalny tytuł, to nic innego, jak kluczowe sektory gospodarki i to o władanie nimi od ponad stu lat toczy się batalia pomiędzy rządem a rynkiem, która kształtuje współczesny świat. W książce znajdziemy obszerną relację z bitwy na idee pomiędzy Johnem Maynardem Keynesem, zwolennikiem interwencjonizmu państwowego i ojcem polityki makroekonomicznej oraz Freidrichem von Hayek’iem, adwokatem wolnego rynku i demokracji, laureatem nagrody Nobla w 1974 roku. Wpisanie oryginalnego tytułu w wyszukiwarkę daje blisko 700 tysięcy wyników. Na podstawie rozszerzonego wydania w 2002 roku amerykańska sieć publicznej telewizji nakręciła sześciogodzinny film dokumentalny. Tak duże zainteresowanie wiąże się z wiecznie żywym tematem, jakim są granice wpływu państwa na gospodarkę, obecnym w każdej debacie politycznej. Książka dostarcza przykładów, dokąd może nas zaprowadzić zbyt śmiałe przesunięcie granic wpływu państwa. Jest to książka o poglądach, które każdy z nas ma i myślę, że wielu, tak jak ja sam, chciałoby je skonfrontować ze współczesnym stanem wiedzy.

Stan wiedzy o roli państwa w gospodarce podlega nieustannym zmianom pod wpływem wyników badań naukowych. Ciekawą wypowiedź na ten temat zamieścił na swej stronie Peterson Institute for International Economics, wpływowy amerykański think-tank (dostępna tutaj). Autor tej wypowiedzi, profesor i biznesmen Avinash D. Persaud, powołuje się na wyniki badań, opublikowanych niedawno przez profesor Mariana Mazzucato z Uniwersytetu w Sussex (The Enterpreneurial State, Debunking Public vs. Private Myths in Risks and Innovation, Anthem Press, 2013) i zwraca uwagę na to, że z setki największych wynalazków, które znalazły się na corocznej liście R&D Magazine w obecnym milenium, tylko 27 powstało w wyniku projektów, które nie korzystały z dotacji rządowych. Sedno wypowiedzi Persauda zawiera poniższy fragment:

„Nagą prawdą jest to, że innowacja jest bardzo niepewna, a przedsiębiorcy i inwestorzy mają awersję do ryzyka. Zdecydowana większość osiągnięć technologicznych nie pączkuje samoistnie; podaje się im pomocną dłoń państwa. Są po prostu zbyt ryzykowne, aby przyciągnąć inwestycje wewnętrzne lub zdobyć finansowanie. W Stanach Zjednoczonych dzieje się to za zasłoną 550 mld $ budżetu obronnego, pięć razy większego niż w Chinach, i wystarczająco dużego, jak na płaszcz wyciszający niepowodzenia oraz sukcesy. Amerykańska DARPA (Defense Advanced Research Projects Agency), utworzona w panice po tym, jak Rosjanie wystrzelili pierwszego satelitę w 1958 roku, nie tylko przyczyniła się do powstania internetu, ale także wiele innych technologii cyfrowych, wtedy i teraz. Gdybym miał poskładać rzeczywisty mechanizm innowacyjności, odkryty przez to nowe badanie, to tym innowatorem, którego imienia nie śmiem wymówić, jest państwo. Innowacja zaczyna się od państwa, które ustala cel. W USA ten cel był zorientowany na obronność a przy pewnym stopniu wyobraźni prawie wszystko można rozważać w kategoriach bezpieczeństwa narodowego. […] Drony nie zostały wynalezione przez sektor prywatny. Obrona obejmowała pokonanie Rosjan w wyścigu na Księżyc, zapewnienie, że USA nie będzie zależna od Japońskich mikro-chipów oraz wsparcia Googla, Facebooka i Yahoo, ponieważ dostarczają one więcej danych na temat bezpieczeństwa narodowego, niż CIA. O ile amerykańscy innowatorzy są coraz częściej imigrantami i internacjonalistami, to amerykański departament obrony jest skrajnym gospodarczym nacjonalistą. Element bezpieczeństwa narodowego oznacza, że w amerykańskim innowacyjnym państwie, nie obowiązuje otwarta procedura przetargowa ani zasady handlu, do których inni muszą się stosować. Państwowa agencja, często z departamentem obrony tworzy konsorcjum składające się z przodujących naukowców z wyższych uczelni i z sektora prywatnego. Profesor Mazzucato wykazuje, że przewagę mają te rozwiązania, w których agencja państwowa jest zdecentralizowana i kierowana przez ekspertów. Z kolei konsorcjum nie traci nadmiernie czasu na pisanie biznes planów i próby pozyskania finansowania. Ma budżet pozwalający obejść proces uzasadniania wydatków. Budżet nie jest przepastny, ale wystarczy do eksperymentowania, a co najważniejsze, eliminuje zahamowania związane z ryzykiem finansowym. Dlatego właśnie to działa. Przepraszam za brak romansu, ale przełomowych badań nie prowadzi głodny naukowiec, pozbawiony snu, bobrujący w oddalony w starym garażu z zapachami niewiadomego pochodzenia. Kolejną zachętą dla zaangażowania się sektora prywatnego jest to, że prywatni partnerzy zachowują dla siebie prawa własności intelektualnej, które mogą skomercjalizować według własnego uznania. Dowody wskazują, że produkcja i dystrybucja innowacji finansowanych przez państwo wzmacnia zarówno siłę sektora prywatnego jak i państwa. Bez siebie oba byłyby stracone.”

Pisząc na łamach tego bloga o innowacyjnej gospodarce przeczuwałem, że tajemnica innowacyjnej gospodarki tkwi w przedsiębiorczym państwie. Teraz są na to naukowe dowody. Do innowacji potrzebny jest cel, spore pieniądze i swoboda działania, którą zapewnić może tylko państwo. Cel mamy. Jest nim m.in. bezpieczeństwo. Swobodę działania państwo może zapewnić w analogiczny sposób, jak to robi w nauce. Dać pieniądze, niczego konkretnego w zamian nie oczekując. Pozostaje kwestia pieniędzy. Skąd je wziąć?

Tu znowu z pomocą przyszły badania. W opublikowanym 10 października raporcie „Subsidies and costs of EU energy”, zamówionym przez KE (dostępny tutaj) znajduje się informacja, że w 2012 roku kraje UE-28 wydały łącznie na dotowanie sektora energii niebagatelną kwotę 122 mld euro, z czego aż 113 mld euro to dotacje bezpośrednie, przekazane w 2012 roku. A więc pieniądze też są. Trzeba tylko zmienić styl obecności państwa w gospodarce: mniej państwa w produkcji, więcej w rozwoju.
Trwa ładowanie komentarzy...