Popatrzmy na ten problem z innej strony. Odłóżmy na chwilę na bok szkolenie naszego pracownika i zajmijmy się szkoleniem sportowca. Jeśli naszym celem jest sukces sportowy, to nasz zawodnik musi systematycznie trenować. Nie wiemy, czy zostanie mistrzem. Wiemy natomiast, że każde opuszczenie treningu nie tylko oddala nas od sukcesu, ale, gdy zdarza się zbyt często, wręcz uniemożliwia jego osiągniecie. Wszak inni zawodnicy w tym czasie trenują. Wydatki na trening będą ostatnią pozycją kosztów, z których chcielibyśmy zrezygnować.
Jeśli naszym celem jest innowacyjność (mistrzostwo świata w biznesie), musimy ponosić koszty związane z systematycznym szkoleniem (trenowaniem) pracowników. Badania pokazują, że efektywność wydatków na BiR w dużej mierze zależy od „jakości” załogi. Nie wiemy, kiedy wprowadzimy na rynek innowacyjny produkt ani nawet, czy w ogóle uda nam się taki produkt stworzyć. Ale możemy być pewni, że jeśli nie będziemy inwestować w BiR i szkolić pracowników, to żadnej innowacji nie będzie. Zatem z tej perspektywy koszt zaniechania (koszt utraconych możliwości) jest bardzo wysoki. Bo inni systematycznie inwestują i szkolą.
Co zatem zrobić, by docenić wagę inwestycji w BiR i szkoleń? Wydaje się to proste. Nie traktujmy wydatków związanych z podnoszeniem kwalifikacji pracowników jak kosztu, pomniejszającego tegoroczny zysk. Jest to bowiem niezbędna inwestycja w rozwój firmy, tworząca bazę do osiągania zysków w przyszłości. Dlaczego niezbędna? Bo inne firmy to robią i jeśli my zrobimy w tym zakresie mniej, niż inni, to na pewno na tym stracimy. Podnieśmy głowę znad arkusza kalkulacyjnego, spójrzmy daleko przed siebie i rozpocznijmy nasz własny bieg po sukces. Co z tego, że jest to bieg bez końca? Podejdźmy do tego tak, jak to zrobił Forrest Gump.
