Co dalej z uwolnieniem eksportu ropy w USA

9 października tego roku Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych przyjęła głosami Republikanów projekt ustawy, znoszącej zakaz eksportu ropy naftowej.

Aby ustawa stała się prawem, potrzebna jest akceptacja Senatu, w którym Republikanie stanowią większość. Potrzebny jest także podpis prezydenta. Jednak obecny Prezydent Stanów Zjednoczonych nie jest skłonny podpisać ustawę. Podziela obawy Demokratów, że całkowite uwolnienie eksportu ropy doprowadzi do wzrostu cen paliw i pogorszy konkurencyjność gospodarki amerykańskiej. Opowiada się za podejściem stopniowym, które od ponad roku realizuje w praktyce, wydając indywidualne zezwolenia na eksport kondensatów, czyli ultra-lekkiej ropy, po wstępnym przetworzeniu (zakazem objęty jest eksport ropy nieprzetworzonej) oraz na wymianę (swap) bardzo lekkiej ropy łupkowej (tight oil) na cięższą ropę meksykańską. Od ponad roku debata na temat tego, czy zakaz utrzymać, czy znieść nabiera na sile i wygląda na to, że zwolenników zniesienia zakazu eksportu przybyło, zarówno w USA jak i poza granicami. Nawołuje do tego także Unia Europejska, która jest importerem lekkich rop i sugeruje, że taka akcja mogłaby być elementem rozdziału dotyczącego energii w ramach negocjowanego układu o wolnym handlu pomiędzy USA i Unią Europejską (znanego pod skrótem TTiP). Rynki oczekują decyzji dopiero po wyborach prezydenckich w USA, które odbędą się na początku października 2016.



W tym miejscu należy przypomnieć, że mimo imponującego wzrostu wydobycia ropy naftowej w USA i redukcji importu, gospodarka amerykańska nadal zużywa o ponad 30% więcej ropy naftowej niż wynosi krajowe wydobycie. Skoro gospodarka USA jest i pozostanie przez długi czas importerem ropy naftowej, komu i w czym przeszkadza zakaz eksportu?

Zakaz został wprowadzony w połowie lat siedemdziesiątych jako instrument ograniczania inflacji, której źródłem mógł stać się raptowny wzrost cen ropy naftowej z OPEC, jaki nastąpił po wprowadzeniu embarga na dostawy do USA i niektórych krajów Europy Zachodniej. Obawiano się, że amerykańskie koncerny wydobywcze zaczną sprzedawać ropę za granicą, gdzie ceny były zdecydowanie wyższe, co doprowadziłoby do wzrostu jej cen w USA i w konsekwencji do wzrostu cen paliw. Początkowo zakazem eksportu objęto również paliwa, ponieważ w przypadku paliw ryzyko było analogiczne, ale zakaz ten uchylono w 1981 roku, kiedy ropa naftowa i notowania jej cen pojawiły się na giełdach towarowych. W przypadku ropy jedynym wyjątkiem był stan Alaska, który w 1996 uzyskał zgodę na eksport wydobywanej tam ropy za granicę, ze względu na wysoki koszt jej transportu do rafinerii zlokalizowanych na Środkowym Wschodzie i w rejonie Zatoki Meksykańskiej. Taniej było bowiem zaopatrywać te rafinerie w ropę z Meksyku i Wenezueli a także z Kanady. Były to jednak ropy ciężkie, niskiej jakości więc można było je kupić ze sporym dyskontem do ropy WTI (benchmarku amerykańskiego), która jest ropą lekką wysokiej jakości. Nic dziwnego, że wiele rafinerii wydało grube kwoty na to, by dostosować się do ich przerobu, kosztem ograniczenia możliwości przerobu rop lekkich, których krajowe wydobycie malało.

Sytuację zmieniła rewolucja łupkowa, w efekcie której na rynku amerykańskim pojawiały się coraz większe wolumeny bardzo lekkiej ropy krajowej. Rosnące wydobycie dość szybko zderzyło się z barierą popytu na ten gatunek rop ze strony amerykańskich rafinerii. Ponieważ ropy nie można było sprzedać za granicą, zwiększenie sprzedaży w kraju zmuszało firmy wydobywcze do oferowania rafineriom sporych upustów cenowych na ropy lekkie. Skalę narastania presji na ceny rop lekkich na kontynencie amerykańskim ilustruje historia dyferencjału (różnicy) cen ropy WTI i ropy Brent (benchmarku europejskiego). Do 2008 WTI, która jest ropą lekką o wyższej jakości, kosztowała dolar – dwa dolary więcej, niż Brent. W latach 2008-2010 sytuacja uległa zmianie i coraz częściej ropa Brent była droższa od WTI. Natomiast w 2011 roku, kiedy wydobycie lekkiej ropy łupkowej wystrzeliło w górę, cena WTI w relacji do Brent spadła o ponad 25 dolarów. Od 2011 roku do chwili obecnej było 28 miesięcy, kiedy WTI była tańsza o więcej niż 10 dolarów za baryłkę od Brent, w tym 7 miesięcy, w których różnica cen przekroczyła 20 dolarów za baryłkę.

Spadek cen ropy WTI poniżej cen ropy Brent, który jest skutkiem zakazu eksportu ropy nie wynika z tego, że na rynku amerykańskim jest za dużo ropy w stosunku do potencjału rafinerii, bo rafinerie kupują dodatkowe wolumeny ropy za granicą. Problemem jest nadwyżka podaży rop lekkich w stosunku do możliwości jej przerobu. Z początkiem 2014 roku nadwyżka ta uległa istotnemu ograniczeniu a cena ropy WTI zaczęła wędrować w kierunku ceny ropy Brent. Zwężenie dyferencjału nastąpiło z powodu oczekiwanego a następnie faktycznego ograniczenia wydobycia ropy z łupków na kontynencie amerykańskim. Do zmniejszenia presji cenowej przyczyniły się także stopniowo wprowadzane od roku zezwolenia na eksport wstępnie przetworzonej ropy ultra – lekkiej, nazywanej kondensatem oraz na zamianę wolumenów amerykańskiej ropy lekkiej na ciężką ropę z Meksyku. Dyferencjał WTI/Brent od paru miesięcy oscyluje wokół 4 dolarów na baryłce i zdaniem ekspertów odpowiada kosztom transportu ropy łupkowej do Europy.

Gdyby do uwolnienia eksportu amerykańskiej ropy doszło z początkiem 2017 roku, efekty tej decyzji pojawiłyby się w trakcie fazy wzrostowej nowego mega cyklu cen ropy, która według najbardziej prawdopodobnych scenariuszy ma się rozpocząć na przełomie lat 2016/2017. Data wejścia cen ropy na ścieżkę wzrostu jest bardzo istotna, bowiem od wzrostu cen zależy przyrost amerykańskiego wydobycia. Wzrost wydobycia lekkiej ropy z łupków doprowadzi ponownie do obniżenia ich ceny i pogłębienia dyferencjału WTI/Brent, o ile dodatkowa podaż nie znajdzie ujścia w eksporcie. Z tej perspektywy racjonalnym posunięciem byłoby zdjęcie zakazu eksportu ropy naftowej, który poprzez zaniżanie cen ropy transferuje zyski z przemysłu wydobywczego do rafinerii. Na uwolnieniu eksportu skorzystałby przemysł wydobywczy, który potrzebuje środków na inwestycje. Nie ucierpiałaby natomiast kondycja amerykańskich rafinerii, bo wcześniej sporo zainwestowały w dostosowanie się do przerobu rop ciężkich. Powrót do przetwarzania cięższych rop z importu, optymalnie dobranych do konfiguracji rafinerii obniżyłby koszty przerobu. Nadzwyczajne marże straciłyby tylko rafinerie nieskonfigurowane, przystosowane do przerobu wysoko wydajnych rop lekkich, ale i one skorzystałyby na bardziej przewidywalnym dyferencjale WTI/Brent.
Trwa ładowanie komentarzy...